21 lipca 2021
Zauważyłeś,

Artykuły z tej kategorii

Klamka zapadła! Decyzja o założeniu firmy podjęta. Ekscytacja miesza się z niepokojem….

Doskonale pamiętam to uczucie 😉 Myślę, że każdy początkujący przedsiębiorca – niezależnie od branży – doświadcza takiej mieszanki wybuchowej własnych emocji.

Z jednej strony to super, bo motywuje do działania i dodaje (czasami nadludzkich) sił.

Z drugiej jednak taka dawka sprzecznych emocji może sprawić, że zapomnimy o kilku bardzo ważnych w kontekście biznesowym kwestiach.

Wiem o tym z własnego doświadczenia. Z historii moich znajomych – właścicieli firm edukacyjnych – wynikają podobne wnioski.

Poniżej lista 7 grzechów głównych początkującego przedsiębiorcy w branży edukacyjnej.

  1. Brak dokładnych wyliczeń finansowych – chyba największa pięta achillesowa właścicieli, zwłaszcza tych z sektora humanistycznego lub artystycznego. Umiejętność właściwego wyliczania RZECZYWISTYCH kosztów stałych i zmiennych czy odpowiedniej marży to coś na wagę złota. Sama się o tym przekonałam na początku swojej biznesowej drogi. Niby biznesplan był, niby na papierze wychodziło, że będę zarabiać. Aż tu nagle przyszła rzeczywistość i wielokrotnie okazywało się, że ten zarobek był…. Ale tylko na papierze. Porządny Excel to podstawa każdego biznesu! Podczas wszystkich konsultacji, które prowadzę, podkreślam, że bez tego nie ma sensu iść dalej, bo można naprawdę niemiło się rozczarować.
  2. Sugerowanie się cenami konkurencji – wiem, że bardzo wielu przedsiębiorców właśnie na tej podstawie ustala cenniki swoich usług. Tylko co z tego, że Twoje kursy będą kilka – kilkanaście złotych tańsze niż u innych, skoro będziesz do nich musiał dokładać z własnej kieszeni? Pamiętaj, że co firma to inne koszty i swój cennik musisz dostosować do SWOICH kosztów, a nie do konkurencji. Ceny są za wysokie? Szukaj cięcia kosztów, ale nie obniżaj cen! Przecież pracujesz po to, aby zarabiać i godnie żyć, a nie dla idei, prawda?
  3. Brak odpowiedzi na pytanie „kto jest moim Klientem?” – sprawa bardzo nieoczywista, ale jednocześnie ważna! Pamiętaj, że w każdej – nawet najmniejszej niszy – musisz liczyć się z konkurencją. Każda nisza to konkretni odbiorcy, którzy szukają lub potrzebują konkretnej usługi/produktu. Jeżeli nie poznasz profilu takiego potencjalnego Klienta, ciężko będzie Ci dotrzeć do niego z ofertą. Czy Twoim Klientem jest Pani Ania, która szuka dodatkowych lekcji angielskiego dla swojej córki i liczy się z każdym groszem, czy też Pan Jan, który jest właścicielem dobrze prosperującej firmy i poszukuje szkoleń dla swoich pracowników? Co Klient to inne potrzeby i inne wymagania, które należy spełnić. Ciężko będzie zadowolić gusta wszystkich (coś o tym wiem). Dlatego najlepiej zawęzić grupę swoich potencjalnych odbiorców i do nich kierować swoje komunikaty.
  4. Niedokładnie opisana oferta – „kursy angielskiego na wszystkich poziomach dla wszystkich grup wiekowych”, „uczymy innowacyjną metodą”, „nauczymy Cię mówić płynnie po japońsku w 3 miesiące” – to wszystko hasła, które pozornie sprzedają. Pozornie – bo w rzeczywistości coraz mniej ludzi daje się na to nabrać. Z własnej praktyki zauważyłam, że im bardziej szczegółowo opisuję JAK uczymy i DLACZEGO właśnie tak, tym łatwiej trafiam do Klientów, którzy właśnie tego oczekują. W przeszłości dość często miałam takie sytuacje, w których Klient zapisany na „kurs angielskiego dla dorosłych na poziomie B1” po paru tygodniach rezygnował, bo on spodziewał się nauki z podręcznikiem i powtarzania zagadnień gramatycznych, a na zajęciach Lektor kazał mu głównie mówić i praktycznie nie używał języka polskiego. Teraz już nauczyłam się KOMUNIKOWAĆ swoją ofertę precyzyjnie, dzięki czemu unikam takich nieporozumień. Po prostu jeżeli Klient szuka kursu podręcznikowego nastawionego na gramatykę, to u mnie go nie znajdzie.
  5. Brak strategii promocji – „zakładam firmę, więc muszę stworzyć www, profile w mediach społecznościowych, wydrukować ulotki i plakaty”. To taki utarty schemat 😉 Ok, tylko co dalej? Jakie treści opublikujesz na tych stronach? Co zawrzesz na ulotkach i plakatach? W jaki sposób te ulotki i plakaty trafią do rąk/oczu Twojego potencjalnego Klienta? Stanie z ulotkami na ulicy i wręczanie ich przechodniom to największe marnotrawstwo czasu, papieru i pieniędzy. Plakaty? Może trochę lepsze, bo powiesisz raz i może ktoś zainteresowany Twoimi usługami je zauważy. Ale wiesz, że aby zrobić to legalnie, musisz zapłacić? Www i social media – chcesz tam tylko informować o ofercie czy może też edukować potencjalnych odbiorców? To tylko kilka z najważniejszych pytań, które trzeba sobie zadać i na nie ODPOWIEDZIEĆ. Ja tego niestety nie zrobiłam na początku swojej ścieżki, dlatego dużo mojej energii, czasu i pieniędzy poszło się…… 😉
  6. Brak formalnego zabezpieczenia swoich interesów – kwestie prawne przyprawiają większość ludzi o palpitacje serca. Mnie kiedyś też przyprawiały. Wszelkiego rodzaju umowy i regulaminy traktowałam jak zło konieczne, które tworzyłam „żeby było”. Chciałam na siłę skracać ich objętość, bo przecież będą odstraszały Klientów! Kto chce podpisywać umowę na kurs mającą 4 strony A4?! Wszystko to powodowało, że moje dokumenty nie zawierały sformułowań troszczących się o mój interes. Na pierwszym miejscu stawiałam interes Klienta, byle go nie stracić. Efekt? Wiele sytuacji, w których musiałam po prostu ustąpić, bo nie miałam żadnej podkładki pod dochodzenie swoich praw. To oczywiście łączyło się z masą straconych pieniędzy i nerwów.
  7. Zbyt idealistyczne podejście do biznesu i ludzi – najmniej formalny, ale chyba najbardziej krzywdzący grzech. Wiele kameralnych biznesów z branży edukacyjnej powstaje z pasji – mój też. I to jest piękne! Jednak to piękno kończy się wraz z kolejnym miesiącem, w którym wychodzimy ledwo „na zero”. Biznes to biznes – ZUS i skarbówka nie umorzą Ci opłat tylko dlatego, że w tym miesiącu Pani Krysia odwołała wszystkie swoje zajęcia, bo wyjechała na spontaniczny urlop, a Ty jesteś kilka stów w plecy z tego powodu. Ale przecież Pani Krysia chodzi na zajęcia już drugi rok, więc głupio tak się upomnieć o swoje pieniądze, nie? Powiedzenie „nasz Klient, nasz Pan” powinno odejść do lamusa. Ja wychodzę z założenia „nasz Klient, nasz Partner” i tego się trzymam w relacjach z moimi Klientami. Niestety, ludzie mają tendencję do wchodzenia na głowę i wykorzystywania naszego dobrego serca. Widzę to po sobie na początkach działalności, a także po wielu znajomych prowadzących podobne biznesy, że boimy się negocjować z Klientami czy dochodzić swoich praw, bo nie chcemy tego Klienta stracić. Boimy się, że zaraz pójdzie zła fama, która zniszczy reputację naszej firmy i naszej osoby. Jak to mówią: „masz miękkie serce, miej twardą d*pę” – i coś w tym jest 😉 Oczywiście nie twierdzę, że należy Klienta traktować jak wroga i trzymać się sztywno swoich reguł. Czasami pójście na kompromis jest konieczne, zwłaszcza w relacjach biznesowych. Dlatego mówiłam wcześniej o podejściu „nasz Klient, nasz Partner”.

 

Ja sama popełniłam wszystkie z powyższych błędów w pierwszych dwóch latach swojej biznesowej działalności…..

Teraz już jestem mądrzejsza 😉

A Ty? Które z nich masz na sumieniu?

A może dopiszesz do listy coś jeszcze?

Daj znać!

P.S. Już niebawem planuję rozszerzyć działalność tej biznesowej strony „Licencji” o mocną edukację właścicieli firm z branży. Pojawią się porady od ekspertów, kursy i szkolenia, dzięki którym marzenie o dochodowej, stabilnej firmie stanie się rzeczywistością. Jeżeli chcesz być na bieżąco z treściami i jako pierwszy dostawać powiadomienia o takich kursach i szkoleniach, koniecznie dołącz do mojej listy mailingowej! Formularz zapisu znajdziesz TUTAJ.

 

7 grzechów głównych początkującego Przedsiębiorcy

25 maja 2021