21 lipca 2021
Zauważyłeś,

Artykuły z tej kategorii

Z poprzedniego wpisu [KLIK] wiesz już, że akurat w moim przypadku wybór kierunku i specjalizacji studiów okazał się strzałem w dziesiątkę.

Dziś jednak chciałabym podzielić się z Tobą swoją refleksją na temat tego, czego NIE NAUCZYŁY mnie studia.

Z perspektywy czasu widzę, że program studiów filologicznych o specjalności nauczycielskiej nie zawierał 5 bardzo ważnych zagadnień. Dlatego postanowiłam stworzyć ten wpis. Sądzę, że będzie on przydatny zwłaszcza dla początkujących studentów, którzy (tak jak ja kiedyś) nie do końca wiedzą czego spodziewać się po swoim kierunku studiów 😉 Jednakże, osoby po studiach również mogą zaciekawić się tematem – może w Twoim przypadku refleksja jest inna? Może z Twojej perspektywy brakowało czegoś innego?

Tak czy siak – temat uważam za interesujący i wartościowy, dlatego już przechodzę do rzeczy! :D

Oto 5 ważnych kwestii, które w toku moich studiów zostały niestety pominięte:

  1. Organizacja pracy.

W czasie 5 lat studiów nauczyłam się naprawdę dużo. Teorii 😉 Taka prawda – praktycznie każde zajęcia związane z nauczaniem poruszały ten temat jedynie w teorii. To, o czym zupełnie nie mówiliśmy, to właśnie organizacja pracy. Nikt nigdy nie przedstawił nam sposobów na przygotowanie się do lekcji. Owszem, były ćwiczenia z pisania programów nauczania czy konspektów lekcji, ale nigdy nie było tego kolejnego kroku – przekucia wszystkiego w praktykę. Nikt nigdy nie zwrócił nam uwagi na to, w jaki sposób przygotowywać się do swoich zajęć tak, aby nie tracić na to nie wiadomo ile czasu. A jak już wiesz  z wpisu o moich początkach [KLIK], miałam z tym naprawdę duży problem. Zresztą wiem, że nie tylko ja. Często osoby z mojej grupy, które tak jak ja prowadziły już kursy podczas studiów, w trakcie przerw między zajęciami narzekały, że mają mnóstwo zajęć do przygotowania na kolejny dzień/tydzień i znowu będą siedzieć po nocach, żeby to zrobić. Też tak masz? 😉 No właśnie – bardzo dużo początkujących nauczycieli tak ma. Studia niestety nie uczą nas organizacji swojej pracy – jest to umiejętność, którą większość z nas musi wypracować sobie samemu. Ja tak zrobiłam – zajęto mi to kilka ładnych lat. Dlatego teraz, jako bardziej doświadczony i świadomy nauczyciel, chcę pomagać innym na początku ich belferskiej drogi – uczcie się na moich błędach i korzystajcie ze sposobów, które sama opracowałam 😉

  1. Przygotowanie się na to, co nieprzewidywalne

Miałeś już tak? Zaplanowałeś zajęcia, przygotowałeś świetne (w Twojej opinii:D) materiały, plan wygląda po prostu idealnie. Zaczynasz lekcję, już masz zamiar przejść do swojego wspaniałego konspektu, a tu nagle słyszysz: „Niiieeeeee, tylko nie to dzisiaj!” albo „Możemy porobić coś innego? Strasznie boli mnie głowa.”, albo „Wiesz co? Mam jutro ważne spotkanie z zagranicznym kontrahentem w pracy i muszę przygotować prezentację. Pomożesz mi?”. I cały Twój misterny plan w…… no :P Spłonął żywcem :D

To też kwestia, której brakowało mi podczas moich studiów. Uczyłam się o nauczaniu w teorii, gdzie wszystko wygląda idealnie – wiadomo. Jednak życie jest życiem i nierzadko ta teoria nie ma jak przekuć się w praktykę, bo Uczeń odmawia współpracy. I co wtedy? Będziesz na siłę realizować swój plan? No nie. Wówczas trzeba mieć plan „B”, a często również „C”, „D” i może jeszcze nawet „E” na wszelki wypadek :P

Dlatego teraz mam tę swoją „emergency file” właśnie na takie sytuacje (mówiłam o niej w jednym z odcinków Lektorskiego Lunchtime’u na moim fanpage’u [KLIK]). Ale ponownie – sama musiałam po pierwsze zrozumieć, że w ogóle coś takiego jest mi potrzebne, a po drugie dojść do tego, co tam ma się znaleźć. Wszystko „wyszło w praniu”. A szkoda, że nikt mi o tym nie powiedział wcześniej – zaoszczędziłabym sobie dużo nerwów i nadprogramowej pracy na początku mojej kariery 😉

  1. Twój Uczeń to też człowiek

Może zabrzmi to dziwnie, ale naprawdę zabrakło mi takiego stwierdzenia na studiach :P

Przez 5 lat uczyłam się psychologii, pedagogiki, słuchałam wykładów o rozwoju człowieka od narodzin po osiągnięcie wieku dorosłego. Uczyłam się książkowych opisów różnych grup wiekowych – jak pracować z dzieckiem, jak z młodzieżą, jak z osobą dorosłą.

I znowu – wszystko było W TEORII.

Gdy zaczęłam swoją pracę, nieraz „zderzałam się ze ścianą”, bo mój Uczeń nijak nie wpasowywał się w teorię, którą przecież tak dobrze znałam :P Mój dorosły Kursant uparcie nie odrabiał prac domowych (a przecież na zajęciach Pani profesor mówiła, że dorosły to taki świadomy i zawsze te zadania będzie robił!), dziecko w wieku 7 lat mi powiedziało, że ono nie chce śpiewać „tych głupich piosenek, bo to dobre dla dzieci” (!). A ja biedna panikowałam i nie wiedziałam co mam począć :P

Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że przecież każdy człowiek jest INNY. Oczywiście, istnieją pewne schematy zachowań dla danej grupy wiekowej, ale to tylko schematy. Znowu życie jest życiem i przynosi nam wiele niespodzianek 😉 Chociażby właśnie w postaci takich „buntowniczych” Uczniów.

Teraz o tym wiem i już nie panikuję, gdy któryś z moich Kursantów nie wpasowuje się w schemat :P Rozumiem, że każdy może mieć gorszy dzień, źle się czuć, mieć problemy osobiste. Każdy nowy Uczeń to dla mnie nowa tajemnica do odkrycia – nie ma dwóch takich samych osób 😉 I to jest w tej pracy cudowne!

  1. Budowanie relacji i autorytetu

Kolejna, moim zdaniem, bardzo ważna kwestia w zawodzie nauczyciela, o której mało mówi się w trakcie studiów. Uważam, że szalenie ważne jest stworzenie relacji z Uczniem, w której jesteśmy jednocześnie autorytetem, ale też dobrym kompanem do wspólnego spędzania czasu na lekcjach. Tylko jak to zrobić? Hm? Sądzę, że to naprawdę wielka sztuka i nie każdemu nauczycielowi wychodzi.

Nieskromnie powiem, że – sądząc po opiniach moich Kursantów – chyba mi się to udaje 😉 Ale znowu – zrozumiałam to i nauczyłam się tego po kilku latach pracy. Myślę, że gdyby ktoś otworzył mi na tę kwestię oczy dużo wcześniej, mogłabym zaoszczędzić sobie i swoim Uczniom naprawdę wiele wysiłku i niepowodzeń.

  1. Spowiedź Ucznia

Last but not least :D Kiedy byłam studentką i zaczynałam swoją przygodę z nauczaniem angielskiego, w życiu bym nie wpadła na to, że moi Uczniowie (zwłaszcza dorośli, ale nie tylko) będą salę zajęciową traktować jak gabinet terapeutyczny!

Wiele razy moje zajęcia (zarówno indywidualne, jak i grupowe) odchodziły od tematu i nie wiadomo jak przemieniały się w spowiedź Ucznia – z jego problemów osobistych, rozterek życiowych, marzeń, kłopotów w pracy itp.

Pamiętam, że na początku nie wiedziałam jak się zachować. Ciągnąć temat? A może uciąć jak najszybciej? Czy słuchać milcząco?

Kolejny raz powiem – gdyby ktoś uprzedził mnie, że to jeden z aspektów pracy nauczyciela, byłoby mi wówczas dużo łatwiej.

Teraz, po latach, będąc dużo bardziej świadomą osobą, wyczuwam jak w danej sytuacji powinnam się zachować. „Wyrobiłam to” przez praktykę. Jednak uważam, że warto uczulić początkującego nauczyciela na ten fakt, bo taka świadomość wystąpienia danej sytuacji to już dużo w momencie, gdy rzeczywiście ma ona miejsce.


Myślę, że nie tylko w przypadku studiów filologicznych dużo praktycznych aspektów zawodu jest pomijanych. Jednakże, jestem przekonana, że mówienie głośno o tych rzeczach (zwłaszcza przez osoby bardziej doświadczone) może bardzo pomóc początkującym. Stąd mój dzisiejszy wpis 😉

 

P.S. Mam nadzieję, że Cię nie przestraszyłam i nie zniechęciłam do pracy! Być może niektóre z wyżej wymienionych punktów wyglądają strasznie, ale uwierz mi – bardzo szybko można się z nimi uporać 😊 Jestem na to żywym przykładem! A jakby co, to zawsze chętnie służę radą i wsparciem!

 

 

 

 

 

 

 

 

Czego NIE nauczyły mnie studia

03 sierpnia 2020