21 lipca 2021
Zauważyłeś,

Artykuły z tej kategorii

Czy szkoła językowa to biznes, na którym można zarobić krocie?

Zastanawiasz się czy to gra warta świeczki?

W dzisiejszym artykule podpowiem Ci jakie możliwości zarobku daje własna szkoła językowa.

Na wstępie zaznaczę – nie będę operować konkretnymi kwotami. Te z pewnością różnią się od regionów naszego kraju.

Chcę uzmysłowić Ci jakie realne szanse na zarobek masz, gdy decydujesz się założyć swoją firmę edukacyjną. Rozpatrzymy przypadek właściciela, który jednocześnie jest nauczycielem i – prawdopodobnie – ze swojej pasji postanowił uczynić sposób na życie.

Czyż nie tak jest i w Twoim przypadku? 😉

W moim właśnie tak było i z rozmów z wieloma właścicielami lokalnych szkół językowych wiem, że znakomita większość tego typu biznesów to owoc miłości do nauczania i chęci zbudowania własnej marki.

Ogólnie rzecz ujmując, w prowadzeniu biznesu edukacyjnego możemy rozróżnić trzy podstawowe „stadia”:

  1. Właściciel działający w pojedynkę – nikogo nie zatrudnia, sam prowadzi zajęcia i zajmuje się wszystkimi aspektami związanymi z zarządzaniem firmą
  2. Właściciel zatrudniający pracownika/ów, ale nadal prowadzący zajęcia
  3. Zajęcia prowadzone wyłącznie przez zatrudnionych pracowników

 

Osobiście przeszłam przez wszystkie te punkty – obecnie jestem przy ostatnim. Zatem z własnego doświadczenia przedstawię Ci teraz rzeczywiste możliwości, a także plusy i minusy każdego z rozwiązań.

Rozwiązanie 1: działanie w pojedynkę

To bardzo dobra strategia na początek, zwłaszcza gdy mamy już wyrobioną markę osobistą, a nie do końca ogarniamy kwestie biznesowe. Możemy wówczas wypełnić swój grafik po brzegi (albo do takiego stopnia, który będzie dla nas zadowalający) i bez problemu wyliczyć spodziewane dochody. Będą one iloczynem liczby przeprowadzonych zajęć i ich ceny. Wiadomo – im bardziej rozpoznawani na rynku jesteśmy, tym bardziej tę cenę możemy podnosić.

W tym przypadku jednak bardzo szybko dojdziemy do tzw. szklanego sufitu. Doba ma tylko 24 godziny – nie mniej, nie więcej. W ciągu tych 24 godzin jesteś w stanie poprowadzić X zajęć, każde za kwotę Y. Zatem w miesiącu zarobisz X*Y*20 (zakładając, że pracujemy 5 dni w tygodniu). Oczywiście, możesz co jakiś czas podnosić stawkę i liczyć na to, że Klienci przełkną tę podwyżkę, ale nie oszukujmy się – nie można windować cen w nieskończoność. W pewnym momencie usłyszysz „to dla mnie za drogo”. Zatem musisz w miarę trzymać się rynkowych stawek.

Z drugiej strony, masz stosunkowo niewielkie koszty prowadzenia działalności. Z zarobionych w każdym miesiącu pieniędzy opłacasz swoje koszty stałe i zmienne i to, co Ci zostaje, jest już Twoją „wypłatą”.

Moje doświadczenie pokazuje, że nie jest to rozwiązanie sprzyjające rozwojowi biznesu i jego skalowaniu. Lwią część Twojego czasu zajmuje przygotowywanie i prowadzenie zajęć, przez co nie masz już ani siły, ani chwili na to, aby zastanowić się nad rozwojem firmy, marketingiem, udoskonaleniem oferty itp. Pamiętam, że mnie osobiście bardzo drażniło to, że w trakcie zajęć dzwonił mój służbowy telefon, a ja nie mogłam go odebrać i w głowie miałam myśl „właśnie potencjalny nowy Klient uciekł mi sprzed nosa”.

Kolejna moja rada – nie oszukuj się, że będziesz prowadził jedynie 4-5 godzin zajęć dziennie, a resztę czasu poświęcisz na rozwój firmy. Jeżeli jesteś naprawdę dobrym Nauczycielem, Twoi Uczniowie szybko zaczną polecać Cię kolejnym osobom, a Ty z chęci zysku (i połechtania swojego ego 😉) nie odmówisz przyjęcia następnego kursu. Nawet nie zauważysz momentu, w którym z 4-5 godzin zajęć dziennie zrobi się tych godzin 8 lub 9, a przecież jeszcze trzeba te zajęcia przygotować! No i potem oddzwonić na te nieodebrane połączenia, a później odpisać na maile, a jeszcze później zająć się papierkami firmowymi, posprzątać lokal itd.

Najzwyczajniej w świecie zabraknie Ci doby, a Ty będziesz przemęczony i sfrustrowany, że nie tak to miało wyglądać.

WNIOSEK: Takie rozwiązanie moim zdaniem sprawdzi się w przypadku osób, którym nie zależy na skalowaniu swojego biznesu i zadowala ich pewna „odcięta” kwota zarobku. To też dobra opcja dla indywidualistów, którzy nie lubią pracować z kimś lub mają problemy z delegowaniem zadań. No i w końcu to dobre rozwiązanie dla tych, którzy chcą żyć wyłącznie z nauczania, a nie z bycia przedsiębiorcą 😉

Rozwiązanie 2: zatrudnienie nauczyciela do pomocy przy jednoczesnym utrzymaniu prowadzonych przez siebie zajęć

Osobiście bardzo szybko, bo po niecałym roku prowadzenia działalności, przeszłam do tego modelu. Również uważam go za dobre doświadczenie, ale… ogromnie wyczerpujące fizycznie.

Dlaczego?

Otóż w moim przypadku wyglądało to tak, że wcale nie zredukowałam liczby prowadzonych przez siebie zajęć, a jeszcze dołożyłam sobie obowiązków w postaci rekrutacji, wdrażania, a następnie monitorowania pracy zatrudnionego przeze mnie lektora. Plus oczywiście wszystkie obowiązki wynikające z bycia przedsiębiorcą – faktury, rozliczenia, maile, telefony, reklamy, spotkania itp. Doba stała się zdecydowanie za krótka! Pracowałam po 15-16h dziennie, a i tak nie byłam w stanie ze wszystkim się wyrobić. Co więcej, znacznie spadł poziom prowadzonych przeze mnie zajęć. Coraz częściej zdarzało się, że przychodziłam na nie z marszu, bez planu i przygotowania. Oczywiście broniłam się doświadczeniem i sprawdzonymi aktywnościami, ale sama ze sobą czułam się źle. Wiedziałam, że to nie może tak wyglądać, tym bardziej, że bardzo cierpiało moje życie osobiste.

Z drugiej strony, jest to pierwszy krok w stronę skalowania biznesu. Jesteśmy w stanie zaoferować więcej zajęć niż nasze X. Jednocześnie trzeba pamiętać, że wszystko to, co zarabiamy ponad X, jest do podziału z Lektorem. Tutaj też rodzi się bardzo ważna kwestia dotycząca finansów – przy źle wyliczonych stawkach za zajęcia może okazać się, że po opłaceniu Lektora dla Ciebie zostaje już bardzo niewiele. A pamiętaj, że każdy dodatkowy Klient to więcej pracy dla Ciebie związanej z jego obsługą – odbieraniem telefonów, przygotowywaniem dokumentów, rozwiązywaniem ewentualnych sytuacji konfliktowych. Wówczas trzeba bardzo dobrze wyliczyć swój narzut, który będzie odpowiednim dla Ciebie wynagrodzeniem za czas poświęcony na te dodatkowe działania.

Na marginesie - jeżeli szukasz sprawdzonego narzędzia do wyliczania cennika, skorzystaj z mojego gotowego szablonu w Excelu. Z jego pomocą wyliczysz stawki, które nie tylko pokażą właściwy narzut, ale też uwzględnią koszty stałe w każdą jednostkę zajęciową, którą sprzedajesz. Aby kupić arkusz, przejdź do mojego Sklepu [KLIK].

Dodam też, że im więcej „rąk do pomocy”, tym tak naprawdę więcej pracy. Mnie kilka lat zajęło wypracowanie procedur i sposobów zarządzania zespołem lektorów, których w zeszłym roku szkolnym było aż 18! Łącznie prowadzili kilkadziesiąt kursów, nad którymi również trzeba zapanować, bo przecież Klient musi być zadowolony nie tylko ze współpracy z Lektorem, ale również z całą firmą.

Zarządzanie zespołem to naprawdę ciężki kawałek chleba, ale o tym na pewno napiszę osobne artykuły 😉

Jest jeszcze jeden aspekt zatrudniania Lektorów przy jednoczesnym prowadzeniu własnych zajęć – chyba najważniejszy ze wszystkich. Pamiętaj, że jako właściciel szkoły ZAWSZE w oczach Klientów będziesz tym najlepszym prowadzącym. Choćbyś nie wiem jak zachwalał zatrudnionych pracowników, przedstawiał ich liczne certyfikaty i dyplomy (których mogą mieć więcej od Ciebie) – dla Klienta zawsze to TY będziesz wymarzonym Nauczycielem. Tak już niestety jesteśmy skonstruowani jako konsumenci. Zastanów się – idziesz do restauracji, w której masz do wyboru to samo danie w tej samej cenie przygotowane przez właściciela (który też jest kucharzem) lub zatrudnionego kucharza. Twoja podświadomość sama zacznie wołać, że wolisz jednak to przygotowane przez właściciela, bo skoro to właściciel, to na pewno dużo bardziej przykłada się do wykonywanej pracy. Podobnie działają Klienci w szkole językowej. Przerabiałam to na własnej skórze. Największa rozpacz była wśród Uczniów, którym zaproponowałam zmianę Lektora z siebie na pracownika (swoją drogą genialnego anglistę!). I wcale nie docierały do nich argumenty, że muszę mieć trochę więcej czasu dla siebie, że nikt za mnie firmy nie poprowadzi, że JESTEM W CIĄZY! Nie! Oni chcieli tylko zajęcia z panią Igą! Pamiętam zniechęcenie i frustrację tego Lektora. I wiesz co? KAŻDY zatrudniony przez Ciebie Nauczyciel będzie się tak czuł dopóki Ty też prowadzisz zajęcia. Niezależnie od swoich kompetencji i doświadczenia.

WNIOSEK: To rozwiązanie, moim zdaniem, jest najgorszym z możliwych dla wszystkich stron.  Dokłada roboty Tobie jako właścicielowi. Cierpią na tym Twoi Uczniowie, bo jesteś przemęczony i masz za dużo na głowie. Cierpią na tym również Twoi pracownicy, bo cały czas będą czuli się jako Lektorzy drugiej kategorii ukryci w Twoim blasku. Z drugiej strony, może to być mały kroczek na drodze do wyjścia z prowadzenia zajęć i zajęcia się wyłącznie prowadzeniem biznesu. Cały czas masz gwarantowany dochód z własnych lekcji, a wszystko ponad to jest dla Ciebie ekstra zarobkiem. Coś za coś 😉

Rozwiązanie 3: zajęcia prowadzą wyłącznie zatrudnieni Lektorzy, Twoją rolą jest zarządzanie firmą

To etap, do którego doszłam po 6 latach prowadzenia firmy. Co prawda nadal prowadzę pojedyncze zajęcia, ale robię to wyłącznie z pasji i chęci pozostania praktykiem w zawodzie Nauczyciela.

Dla początkującego właściciela szkoły językowej ten etap może być trudny do realizacji jeżeli nie ma on przygotowania biznesowego. A umówmy się – większość z nas nie ma 😉

Przy zatrudnianiu pracowników (niezależnie od formy zatrudnienia) – generujemy bardzo duże koszty stałe, na które firma musi zarobić. A przecież Ty, jako właściciel, również chcesz otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę, prawda? Wówczas umiejętność właściwego wyliczania cen i zarządzania pieniędzmi jest krytyczna!

Jednakże, przy tym rozwiązaniu najbardziej możliwe jest skalowanie biznesu i jego rozwój. Prawda jest taka, że nikt – poza właścicielem firmy – nie jest w stanie zadbać o jej przyszłość. Jako szef musisz mieć czas i energię do tworzenia strategii, opracowywania oferty, szukania nowych rozwiązań. Musisz również nieustannie monitorować rynek, szkolić się, rozwijać własne umiejętności zarządcze. Nie zrobisz tego jeżeli będziesz zamknięty w sali z Uczniami albo będziesz zajęty sprzątaniem czy telefonowaniem do obecnych Klientów.

W takiej sytuacji nie ma górnej granicy zarobku na własnej firmie – możesz zatrudniać kolejne osoby i jednocześnie oferować więcej kursów, czyli mieć więcej Klientów. Oczywiście oznacza to więcej pracy dla Ciebie, ale przy odpowiedniej organizacji i samodyscyplinie jesteś w stanie część swojego roboczego dnia przeznaczyć na takie czynności, a kolejną już na planowanie i rozwój. Wtedy też można kończyć dzień pracy przed 18 😉 Wiem, bo sama obecnie tak pracuję (z niespełna 3-miesięcznym niemowlakiem przy boku!). Ale żeby była jasność – mam już dwie pracownice administracyjne do pomocy, zatrudnione w niepełnym wymiarze godzin.

WNIOSEK: To rozwiązanie pozwala na największą skalowalność biznesu i generowanie nawet pięciocyfrowych dochodów miesięcznych. Jest jednak najtrudniejszą do ogarnięcia opcją dla nowicjuszy, którzy nie mają wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu firmy. Tutaj trzeba już naprawdę mieć łeb na karku i pilnować tzw. cash flow, bo bardzo łatwo popaść w problemy finansowe (ten etap też przerabiałam, więc wiem o czym mówię 😉).


WNIOSEK KOŃCOWY: Dopasuj rozwiązanie do siebie i swoich możliwości. Jeżeli, tak jak ja kilka lat temu, jesteś pasjonatem nauczania i chcesz „iść na swoje”, zacznij od pierwszej opcji. Jako bardziej doświadczona osoba mogę Ci z ręką na sercu powiedzieć, że porywanie się z motyką na słońce nie jest najlepszym pomysłem, bo zazwyczaj kosztuje bardzo dużo pieniędzy. Trzeba wyrobić swoją praktykę, popełnić własne błędy (oczywiście czytając mojego bloga minimalizujesz ich ilość i koszty 😉), zdobyć doświadczenie w prowadzeniu biznesu. Dopiero potem można zarabiać miliony!

Choć – na marginesie – uważam, że szkoła językowa NIE JEST biznesem, dzięki któremu można znaleźć się na liście milionerów.

Sądzę, że przejście przez wszystkie etapy ma swoje zalety. Nauczyło mnie pokory, samodyscypliny i nadzwyczajnej wręcz organizacji pracy. Jednak nie łudź się, że otworzysz firmę, będziesz pracować maksymalnie 8h dziennie, a interes sam się będzie kręcił. To tak nie działa 😉

Powodzenia Przedsiębiorco! 

 

 

Ile można zarobić na szkole językowej?

20 sierpnia 2021