20 sierpnia 2021
Czy szkoła językowa to biznes,
16 sierpnia 2021
Początek nowego roku szkolnego coraz
27 lipca 2021
„Ja nie chcę przerabiać gramatyki,

Jak już wiesz, jestem nauczycielem języka angielskiego od 10 lat. Przez ten czas prowadziłam już naprawdę wiele kursów – w praktycznie wszystkich grupach wiekowych i na praktycznie każdym poziomie zaawansowania.

Liczbę tych kursów można by już określać w setkach.

Żaden z tych kursów nie był oparty na podręczniku.

ŻADEN!

Oczywiście, wiele z nich (zwłaszcza tych, które prowadziłam pracując w różnych szkołach językowych) bazowało na jednym głównym podręczniku. W teorii 😊

Bo w praktyce jako osoba prowadząca dany kurs decydowałam się ten podręcznik „suplementować” materiałami dodatkowymi.

Z kolei w przypadku kursów „zarządzanych” w 100% przeze mnie (początkowo na korkach, potem we własnej szkole językowej) od razu wiedziałam, że NIE BĘDĘ realizować treści w odniesieniu do konkretnego podręcznika.

Jestem nauczycielem „bezpodręcznikowym”

Nie oznacza to, że w ogóle nie korzystam z podręczników do nauki języka obcego. Owszem, mam ich w swojej biblioteczce całkiem sporo 😉 I korzystam z nich na swoich zajęciach, ale nigdy nie są one BAZĄ moich kursów.

Zastanawiasz się dlaczego tak siebie nazywam i co do tego doprowadziło?

  1. Miałam wybór 😉 nie każdy go ma – pracując w szkole państwowej niejako zmuszeni jesteśmy do realizowania z góry narzuconych treści programowych właśnie na podstawie wybranego podręcznika (wybór również jest ograniczony – tylko część podręczników ma akredytację MENu). Ja od zawsze pracowałam w „sektorze prywatnym”. Dlatego też mogłam zdecydować czy chcę korzystać z podręcznika, czy też nie. Moją świadomą decyzją było zrezygnowanie z podręcznika na rzecz innych materiałów.
  2. Nazywam siebie „nauczycielem bezpodręcznikowym”, gdyż moją dewizą jest realizowanie treści nauczania poprzez materiały, które faktycznie TRAFIAJĄ do danego Kursanta/Grupy i dzięki temu POMAGAJĄ mu/im przyswoić dany materiał językowy. W praktyce rzadko kiedy jest to strona czy nawet pojedyncze zadanie z podręcznika 😉

 

Skąd ta moja „awersja” do podręczników?

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – to nie jest tak, że ja bojkotuję podręczniki i namawiam do nieużywania ich podczas kursów językowych. NIE! Jak pisałam wyżej – korzystam z nich, ale bardziej jako dodatek do tego, na czym opieram swoje lekcje.

Dlaczego jednak nie realizuję kursu bazując na jednym, głównym podręczniku?

Odpowiedź brzmi – bo nie udało mi się jeszcze przez 10 lat mojej pracy doprowadzić do takiej sytuacji, w której konkretny kurs (indywidualny bądź grupowy) mogłam od A do Z poprowadzić z jednej książki i aby wiedza w niej zawarta rzeczywiście trafiła do zainteresowanych (czytaj: Uczniów).

Pracując w różnych szkołach językowych niejednokrotnie dostawałam kurs, a do niego podręcznik z instrukcją „prowadź zajęcia z tematami według podręcznika”. OK – prowadziłam, ale i tak zazwyczaj (praktycznie na każdej lekcji) dodawałam swoje materiały, bo:

  1. Forma ćwiczenia w podręczniku była zbyt łatwa/trudna dla konkretnych Kursantów
  2. Temat czytanki/słuchania/dyskusji był kompletnie „out of my students’ interest”
  3. Omówienie zagadnień językowych (gramatycznych) było niejasne dla konkretnych ludzi
  4. Szata graficzna kompletnie do moich Uczniów nie przemawiała (tak! To też ma znaczenie!)

 

Szybko więc okazało się, że podręcznik owszem – był – ale dodatkiem do moich materiałów, które z kolei spotykały się z dużą aprobatą Uczniów i – przede wszystkim – powodowały, że oni NAPRAWDĘ się uczyli!

Kiedy poszłam „na swoje”, z tego podejścia bezpodręcznikowego postanowiłam zrobić swój atut. Bo mi naprawdę zależy na personalizowaniu nawet grupowych zajęć i dopasowywaniu treści i materiałów do RZECZYWISTYCH potrzeb i możliwości moich Uczniów.

Pewnie myślisz: „dodaje sobie kobita roboty, przecież w podręczniku wszystko jest rozpisane, nie trzeba się zastanawiać co dalej, uczeń też ma wgląd do tego co było i będzie na zajęciach. Bez podręcznika może wkraść się chaos i przypadkowość.”

Często spotykałam się i nadal spotykam z takimi opiniami – zarówno wśród nauczycieli jak i Kursantów.

Jednak moim zdaniem podręcznik tylko pozornie zaoszczędza nam pracy i porządkuje kurs.

Dlaczego pozornie?

Bo jego autor stworzył go bazując na ZAŁOŻENIACH, a nie na FAKTACH.

On ZAŁOŻYŁ, że Twój Uczeń po 3 lekcjach będzie już umiał temat A, B i C.

A FAKTEM jest, że Twój Uczeń po tych 3 lekcjach nadal ledwo ogarnia temat A.

Autor podręcznika ZAŁOŻYŁ, że na czwartej lekcji zaczniesz temat D, którego podstawą jest dobra znajomość tematu B.

FAKT – Twój Uczeń ma coraz większy mętlik w głowie, bo przecież samo B to nadal dla niego czarna magia, więc co tu myśleć w ogóle o D?!

I tak dalej, i tak dalej…

Rozumiesz już do czego zmierzam? 😊

NIE MA PODRĘCZNIKA IDEALNEGO. Pod pojęciem ‘idealny” rozumiem taki, który rzeczywiście sprawia, że dana osoba przyswoi zawartą w nim wiedzę w 100% bez posiłkowania się materiałami dodatkowymi.

Moje doświadczenie pokazuje mi, że zawsze jest jakieś „ale”, przez które suma summarum realizujemy może 50% treści z podręcznika, a te i tak są suplementowane czymś jeszcze żeby było ciekawiej/zabawniej/bardziej merytorycznie/prościej/trudniej itp.

Dlatego mówiłam o „pozornym” oszczędzaniu pracy przy podręczniku. Dla mnie kursy oparte na podręcznikach zawsze były tymi, przy których musiałam się jeszcze więcej narobić :P Bo musiałam kombinować jak połączyć treści narzucane przez podręcznik z faktycznym stanem wiedzy moich Uczniów, ale też z ich zainteresowaniami (bo zawsze zależy mi na tym, żeby lekcje były ciekawe nie tylko pod kątem językowym, ale też „życiowym”).

Stąd moje „bezpodręcznikowe nauczanie” 😊

Jak pisałam we wcześniejszym artykule [KLIK], zdecydowanie wolę samodzielnie opracować plan danego kursu, ale w oparciu o RZECZYWISTE potrzeby, możliwości i oczekiwania moich Kursantów. Zatem to nie jest tak, że moje kursy są chaotyczne. NIE! Zawsze działam w oparciu o plan, ale nie ten wynikający z ZAŁOŻEŃ, lecz ten wynikający z „researchu”, który przeprowadzam na 1. Zajęciach. O moim sposobie na przeprowadzanie pierwszych zajęć przeczytasz więcej tutaj [KLIK].

Jeszcze raz podkreślam – nauczanie bezpodręcznikowe to mój ŚWIADOMY wybór – bo tak mogłam i tak chciałam 😊

Co najważniejsze – widzę, że bardzo odpowiada on też moim Kursantom. Zwłaszcza tym, którzy trafiają do mnie po przebyciu wielu innych kursów opartych głównie na pracy z podręcznikiem. Wówczas sami mi mówią, że dopiero przy mnie tę swoją teoretyczną wiedzę zaczęli przekuwać w praktykę.

I to jest dla mnie najlepszym wyznacznikiem efektywności naszej pracy.

A nie liczba zrealizowanych tematów z podręcznika.

Kropka.

 

 

 

 

 

 

 

 

Ja, nauczyciel bezpodręcznikowy

13 lipca 2020